Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hungary. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hungary. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 czerwca 2011

Pierwszy dzień w domu Imperium Osmańskiego | APH fanfiction | TurHun


Próbowała zajść go od tyłu. Z tego powodu schowała się w jakiejś dziurze. Była cała poraniona, krew spływała jej po czole. W ręce trzymała miecz. Serce zawsze miała waleczne, lecz tym razem jakby jej go zabrakło. Chciała wygrać, chodziło tutaj o coś iście ważnego – jej niepodległość. Mimo to ciało odmówiło jej posłuszeństwa. Przymknęła lekko oczy, odetchnęła cicho. Nie była typową dziewczyną, właściwie… To uważała się za chłopca. Od zawsze tak było, chociaż ostatnio musiała zacząć zmieniać zdanie. Niechybnie jej ciało się zmieniało, stawało się… Kobiece. Przyprawiało ją to o złość. Niedługo nie będzie miała jak tego ukryć. Serce biło jej jak oszalałe, była zmęczona. Rzeczywiście stawała się coraz słabsza. Jest mocarstwem, ale nie ma wystarczająco dużo sił, by się bronić. Przeklęła cicho. Wyjrzała ze swej nory i zaczęła poszukiwać wzrokiem. Miała nadzieję, że gdzieś go znajdzie. Znajdzie i dorwie.
Tymczasem on bardzo dobrze wiedział, gdzie ona się ukryła. Uśmiech pojawił się na jego ustach. Tak, złapie ją, już wkrótce. Nie miał pojęcia, że jest dziewczyną. Chciał podbić jej ziemie, ot wszystko,  o co mu chodziło. Chciał być wielki, właściwie już był. Ale jeszcze było mu mało. Stał się potęgą , gnębił całą Europę. Teraz przyszła kolej na nią. Obserwował jak ciężko oddycha, jak wygląda w jego poszukiwaniach. Oblizał wargi i uśmiechnął się cynicznie. Ofiara, idealna. Zaszedł ją od tyłu, tak jak ona chciała to zrobić jemu. Czekał cierpliwie, aż wyjdzie ze swej nory. Niecierpliwił się, w końcu pokonanie Węgier to nie lada wyzwanie! A jemu przyszło to tak łatwo… Odrobinę się zawiódł, chociaż musiał przyznać, walczyła do końca.
Wychyliła się odrobinę. Czuła, że coś jest nie tak. Serce biło jej jak oszalałe, szukała choćby najmniejszego znaku, że on tu jest. Niestety nie widziała nic. Może dlatego, że krew spływała jej na oczy, a może po prostu zmęczenie mąciło jej wzrok. Otarła pot z czoła i wyczołgała się z kryjówki. Już miała wstać, gdy poczuła ból w plecach i jakiś ciężar nie pozwolił jej wstać. Przeklęła głośno i odwróciła twarz. Ujrzała go. Dumnego, śmiejącego się jej prosto w oczy. Siedział na niej okrakiem stopami przygniatając jej dłonie tak mocno, że aż wypuściła miecz. Starała się wyrwać, jednak nie miała szans. On był za silny, ona straciła wszystkie moce. Opadła bezwładnie na ziemie i spojrzała na niego nienawistnie.
— Jeszcze tego pożałujesz, Sadiq. — Powiedziała cicho, po czym zamilkła i dalej wpatrywała się w niego uporczywie.
— Chyba sobie żartujesz. — Zaśmiał się głośno. — To już twój koniec. Koniec wielkiego mocarstwa jakim były Węgry. Teraz należysz do mnie. — W odpowiedzi tylko splunęła w jego stronę. Niech wie, że ona nigdy nie podda się bez walki. Jeżeli sądził, że jedna wygrana oznacza, że będzie potulna jak baranek, bardzo się mylił. Przymknęła oczy, zabrakło jej sił. Zemdlała, nie zwracając uwagi na nic. Co z nią teraz będzie? Bóg jeden wiedział. Bóg? Ale jak Bóg mógł pozwolić, by taki poganin ją pokonał?
Ocknęła się w pięknie zdobionym muzułmańskim pokoiku. Usiadła na miękkim łóżku i rozejrzała się. Przez chwilę nie pamiętała co się stało, jednak szybko zdała sobie sprawę z tego, gdzie jest. Poderwała się szybko, jednak już moment później znowu siedziała na łożu. Zakręciło jej się w głowie, nie powinna była tak szybko wstawać. Wtedy zdała sobie sprawę, że ma rozpuszczone włosy. Były umyte, a ona była przebrana w jakąś długą, białą koszulę. W dotyku przypominała bawełnę. Chwilę myślała, co niestety w tej sytuacji przychodziło jej z trudem. Zamarła. Zdała sobie sprawę, że zapewne właśnie odkryto je prawdziwą tożsamość. W tym momencie wielkie drewniane drzwi otworzyły się z hukiem. Do środka wszedł on, Imperium Osmańskie. Największy wróg całej Europy. Popatrzył tylko na nią i uśmiechnął się ironicznie. Odwróciła wzrok.
— Czego chcesz? — Właściwie wypluła te słowa.
— Nono, spokojnie. Przypominam ci, że aktualnie znajdujesz się w moim domu. — Wypowiedział to szczególnie akceptując słowo „moim”. Podziałało. Siedziała cicho obserwując każdy jego ruch. — Czemu to ukrywasz?
— Niby co?
— To, że jesteś kobietą. — Zaśmiał się lekko. — Przecież nie da się tego długo ukrywać. — Odwróciła wzrok. Sama nie wiedziała. Spojrzał się na nią po czym podszedł bliżej. Łypnęła tylko na niego spode łba i odsunęła odrobinę.
— Gdybym wcześniej wiedział… Byłbym dla ciebie delikatniejszy. — Prychnęła.
— Właśnie dlatego. — Spojrzał na nią zdziwiony.
— Co?
— Właśnie dlatego, to ukrywam. By traktowano mnie na równi, a nie jako słabszą. — Uśmiechnął się lekko.
— Ach, głupia. Kobieta powinna być uległa i słaba. A nie walczyć i to jeszcze z mężczyznami. Powinna im usłu… — Nie skończył, bo mu przerwała.
— Jak dotąd udowodniłam, że wcale tak nie jest. — Burknęła. — Poza tym, niektórzy mężczyźni powinni się uczyć waleczności od kobiet. — Usiadł koło niej na łóżku. Spojrzał jej w oczy z odrobiną kpiny i złości. On już jej zaraz pokaże, gdzie jej miejsce! Ujrzała nagłą zmianę w jego spojrzeniu i odsunęła się dalej. Było jednak za późno. Już na niej leżał. Popatrzyła się na niego walecznie. Czyżby chciał się przepychać? No cóż, czuła się już lepiej i była pewna, że sobie poradzi. Jednak on nie zaczął się szarpać. Pochylił głowę nad jej szyją i przemówił cicho.
— Pokażę ci, do czego są potrzebne kobiety. — Nim się spostrzegła jego dłoń wślizgnęła się pod jej szatę. Językiem natomiast wodził po jej szyi. Zarumieniła się lekko i próbowała go odepchnąć. Siły jej jednak nie wróciły, bowiem nic nie wskórała. Poczuła jego męską dłoń pod swoją bielizną i pisnęła cicho. Tego już było za wiele, co on sobie wyobraża?!
— S-Sadiq… — Szeptała. — D-daj spokój… — On jednak nic sobie z jej słów nie robił. Zsunął z niej bieliznę po czym nie przestając całować jej szyi, wsunął w nią dwa place. Elka starała się nie wydawać dźwięków, nie reagować. Chciała być po prostu zimną kłodą, by nie dawać mu satysfakcji. Nie wytrzymała jednak długo, już po chwili zaczęła cicho jęczeć. Zacisnęła dłonie na ramionach mężczyzny i klnąc na niego siarczyście w myślach oddała się jego pieszczotom. W pewnym momencie wyjął z niej palce i uśmiechnął się do niej wrednie. Nie spodobało jej się to. Błysk w jego oku oznaczał tylko dalsze upokorzenia. Nie myliła się, bowiem chwilę później był w niej. Poczuła lekki ból, ku jej zdziwieniu Sadiq okazał się dużo większy niż Feliks. Właśnie, Felek! Przypomniała sobie ich pierwszy raz. Wyglądał zupełnie inaczej niż to. Było przyjemnie, miło, nikt nikogo nie zmuszał… W czasie jej rozmyślań Turek zaczął poruszać się coraz szybciej. Nie powstrzymała się, jęknęła kilka razy. Spojrzała na niego z nienawiścią na co on się tylko uśmiechnął. Przyspieszył, ona przymknęła oczy. Ku swej złości zaczęła odczuwać przyjemność. Przeklęła cicho, chwilę później doszła, a on wraz z nią.
 Szybko odwróciła twarz zakrywając ją włosami. Nie chciała mu się pokazać dopiero po tym co zaszło. On jednak nie darował sobie tego widoku. Odgarnął włosy i wziął jej twarz do ręki. Spojrzał dziewczynie prosto w oczy i zaśmiał się cicho.
— Już wiesz, gdzie jest twoje miejsce? — Odpowiedziała mu spojrzeniem, w którym czaiły się łzy. Domyślił się, że załapała. Pocałował ją nachalnie, wręcz brutalnie i wyszedł. Leżała tak jeszcze przez jakiś czas dając upust emocjom. Popłakała się pierwszy z niewielu razy w swoim życiu. Było to bowiem upokorzenie jakiego jeszcze nie doznała. Ba, był to początek masy upokorzeń, jakie ją jeszcze czekały.
Ale nie była sama. Jej towarzyszem okazał się Grecja. Oboje mieszkali w domu Imperium Osmańskiego i oboje byli podobnie traktowani. Tyle, że do Heraklesa nikt nie przychodził w nocy i nie gwałcił. Z czasem jednak Elizavetta się do tego przyzwyczaiła i przestała przejmować. Przyjęła do wiadomości, że jest tylko zabawką. I wiecie co? Po pewnym czasie polubiła nawet swojego prześladowcę. Chociaż owszem, marzyć o wolności nigdy nie przestała…

Hahaha @@" Turku to przez Ciebie! <333 *kocha tego opka mimo, że jej nie wyszedł*

poniedziałek, 25 kwietnia 2011

Pocieszenia | APH fanfiction | PruHun

Siedziała właśnie w swojej sypialni w posiadłości Austrii. Spojrzała w lustro. Oglądała swoje długie, falowane włosy w kolorze kasztanu i soczyście zielone oczy. Nagle, po całym domu rozniosły się piękne dźwięki fortepianu. Jak co dzień, o tej samej porze, Austria grał. Wstała powoli i skierowała się do pokoju muzycznego. Uchyliła drzwi i po cichu weszła do środka. Przyglądała mu się. Miał zamknięte oczy, pochłonięty był grą. „Gdyby kochał mnie z taką pasją” - pomyślała Węgry. Prawdą było, że Austria nie czuł do niej nic poza zwykłą sympatią, przyjaźnią. Byli zaręczeni, jednak ślub miał się odbyć tylko z powodów politycznych. To właśnie tak bardzo bolało Elizabeth. Ona kochała Rodericha całym sercem. Oczarował ją swoją elegancją, delikatnością, czułością. Był zupełnym przeciwieństwem nieokiełznanych i złośliwych Prus. Mimo to, w związku z Prusami mogłaby być kobietą, a z Austrią... Zapewne robiłaby za mężczyznę...
 Wpatrywała się w niego. Za każdym razem kiedy to robiła, jej serce zaczynało bić szybciej, na twarzy pojawiał się rumieniec a w oczach żar. W tym momencie Roderich ujrzał ją i na chwilę przestał grać.
— Witaj Elizabeth. — Przywitał się. Jak zwykle grzecznie, z szacunkiem. Bez odrobiny ciepła i miłości.
— Ach, przepraszam, nie chciałam przeszkadzać... — Zaczęła nieśmiało.
— Czemu miałabyś przeszkadzać? — Uśmiechnął się. — Szczerze mówiąc chciałem, żebyś przyszła.
— Chciałeś? Czemu?
— Chciałem, byś posłuchała tego... — Wskazał na kartkę zapisaną nutami. Na samej górze, pogrubioną czcionką widniał napis „Dla Elizabeth”. Węgry zarumieniła się. Czyżby Roderich coś dla niej skomponował?
— Usiądź. — Powiedział wskazując miejsce obok siebie. Bez słowa wykonała polecenie. Austria zaczął grać. Była to najpiękniejsza melodia jaką kiedykolwiek słyszała. W końcu, była dla niej...
— I jak? — Zapytał po skończeniu gry.
— P-pięknie.
— Cieszę się, że ci się podoba. — Uśmiechnął się ponownie. — Chciałbym, żebyś czuła się tutaj dobrze... To... Taki powitalny prezent dla ciebie. Jeżeli będziesz miała ochotę, powiedz a zagram to dla ciebie.
— Panie Austrio... — Zarumieniła się. — Dziękuję.
— Nie ma za co. To raczej ja powinienem dziękować. Dziękuję panienko Węgry, że zgodziłaś się na ślub ze mną. Wiem, że żadne z nas nie kocha drugiego, dlatego jestem Ci jeszcze bardziej wdzięczny. — Jego słowa ją zabolały. Zdała sobie sprawę, że Austria nigdy jej nie pokocha.
— Nie dziękuj. — Odpowiedziała smutno. Starała się nie rozpłakać. Mimo to łzy zaczęły pojawiać się w jej oczach. - Panie Austrio... Wybacz, ale jestem zmęczona...
— Ach, jasne. — Pogłaskał ją po głowie. — Połóż się. Niedługo ślub, musisz być wypoczęta.
— Tak... — Wyszła. Nie skierowała się jednak do swojej sypialni. Wyszła przed dom, następnie oddaliła się od niego. Kiedy znalazła się na polanie, usiadła na trawie i przestałą powstrzymywać łzy. Zaczęła szlochać, z początku cicho, potem coraz głośniej.

Szedł szybkim krokiem. Jego śnieżnobiałe włosy powiewały na wietrze. W szkarłatnych oczach widać było furię. Był wściekły, niszczył wszystko po drodze. Dopiero co dowiedział się o ślubie Węgier z Austrią. Nie mógł tego znieść, nie potrafił zrozumieć. Roderich był jego wrogiem, razem z Elizavettą tworzyli silnego przeciwnika. A przecież... On nie chciał walczyć z Liz. Może i byli dla siebie opryskliwi, dogadywali sobie i kłócili się. Często obrywał od niej patelnią, nazywał ją babochłopem. Tak naprawdę... Lizavetta była jedyną osobą, na której mu zależało bardziej niż na sobie. Inni mówili, że jest egoistą. Owszem, jest nim, ale z jednym wyjątkiem. Mimo iż się do tego nie przyznał nigdy, Węgry była dla niego bardzo ważna. A wszystko zaczęło się tamtego dnia...

Dopiero co przegrał z Polską i Litwą pod Grunwaldem. Był załamany. Jak mógł tak zawieść? Cóż, nie mógł zrozumieć, jak te dwa słowiańskie bezbożniki zdołały go pokonać. Modlił się cały czas i pytał Boga. Nikt jednak mu nie odpowiedział. A przecież... Chciał dobrze!
Załamany siedział pod swoją posiadłością. W pewnym momencie usłyszał kroki. Podniósł głowę i ujrzał ją. Elizavettę. Ubrana była w zielony uniform, na głowie miała beret. No tak, wyglądała jak mężczyzna. A mimo to, wyglądała bardzo delikatnie. Pierwszy raz zwrócił na nią uwagę w ten sposób. Gdy go zobaczyła podeszła powoli. Zawsze sobie dogadywali, tak więc spodziewał się tego i teraz. Jednak Liz nic nie powiedziała. Usiadła obok niego, położyła dłoń na ramieniu i przytuliła. Siedzieli tak przez jakiś czas. Niebawem jednak odeszła, a on został sam z własnymi myślami.
Przestał się przejmować przegraną. Marzył tylko o niej. O Lizavettcie. Był jej wdzięczny, pokochał ją. Nikomu jednak o tym nie powiedział, ukrył to wewnątrz siebie. O całym zdarzeniu także nikt poza nimi nie wiedział. Z czasem, by ukryć swe uczucia do niej, zaczął się bardziej z nią przekomarzać. Wychodziło mu to idealnie. Pragnął jej. Chciał ją posiadać. Był egoistą, to było dla niego normalne. I do tej pory miał maleńką nadzieję, na zdobycie jej, jak każdą rzecz jaką chciał.

Dlatego Elizavetta nie może wyjść za Rodericha! Po prostu nie może! Wtedy nie będzie mógł jej posiąść. I co gorsze, będzie musiał z nią walczyć.

Wszedł na polanę, chciał pobyć sam, oswoić się choć trochę z myślą o utracie Węgier. Usłyszał szloch. Po chwili ujrzał kobiecą sylwetkę ubraną w biało-beżową suknię. Rozpoznał w niej Elizabeth. Już chciał zachować się jak zawsze, dogadać, powiedzieć coś chamskiego, gdy dotarło do niego, że dziewczyna płacze. Serce mu się ścisnęło i podeszło do gardła. Co jak co, ale widoku płaczącej ukochanej nie mógł znieść. Przez chwilę stał, nie mogąc się zdecydować co zrobić. Nie potrafił jednak przejść obok jej smutku obojętnie. Podszedł do niej po cichu. Usiadł obok i położył rękę na jej ramieniu. Spojrzał ciepło. Pierwszy raz w życiu nie zachował się jak egoista. Naprawdę się o nią martwił.
Szlochała przez cały czas. Siedziała już tak bardzo długo. Nagle poczuła czyjąś dłoń. Podniosła głowę. Zapłakanymi oczyma ujrzała Prusy. Nie usłyszała kiedy nadchodził. Nie spodziewała się go. Mimo to, w głębi serca, cieszyła się z jego towarzystwa. Zazwyczaj dogadywali sobie, jednak czuła do niego ogromną sympatię. Był dla niej kimś ważnym, prawie tak ważnym jak Austria. Dlatego też, wiele lat temu, pocieszyła go. Nie potrafiła pozostawić go smutnego. Usiadła i przytuliła. Miała nadzieję, że to mu pomoże. I pomogło.
— Elizavetto... — Wypowiedział jej imię z takim uczuciem, że aż ta się zarumieniła.
— Gilbert... — Spojrzała zdziwiona. Tylko on zwracał się do niej per „Elizavetta”, wszyscy mówili „Elizabeth”. Nie wiedzieć czemu, bardziej podobała jej się wersja Prus.
— Co się stało? — Zapytał zmartwiony, w jego oczach widać było troskę.
— Etto... - Otarła łzy. — Ja... Wychodzę za Pana Austrię...
—Tak, wiem. Słyszałem o tym... — Powiedział tak smutno, że dziewczynę zakuło serce. — Ale chyba nie powinno cię to martwić, co?
— No... Niby nie, ale... Pan Austria... — Urwała.
—Czy on ci coś zrobił?! — Zdenerwował się. Jeżeli Roderich skrzywdził Węgry, on go dopadnie. Chociażby miał poświęcić własny kraj, dorwie go i ukaże. Nie daruje mu tego.
— Nie... To znaczy... — Zaszlochała. Pogłaskał ją po głowie. — On... Bierze ze mną ślub tylko z powodów politycznych. A ja... — W tym momencie Gilbert wszystko zrozumiał.
— A ty go kochasz. — Dokończył za nią. Był smutny. Liz kiwnęła głową potakująco. Zrobiło mu się słabo. Zabolało go serce. Czemu Węgry kocha Austrię, który wykorzystuje ją tylko jako obronę przed Prusami? Przecież on byłby lepszy. To on by ją bronił, a nie ona jego.
— Przykro mi. Chciałbym, ale nie potrafię ci pomóc...
— Nie... Sama muszę sobie poradzić. — Uśmiechnęła się do niego ciepło. Była mu wdzięczna za chęć pomocy, za to, że był przy niej. Martwił ją również jego smutny ton. Czyżby jemu też coś nie wyszło? Już miała go o to zapytać, gdy to on odezwał się pierwszy.
— Więc? Co zamierzasz zrobić?
— Jeszcze nie wiem. Obiecałam panu Austrii, że wezmę z nim ślub, muszę dotrzymać obietnicy...
— No tak. — Pogłaskał ją po głowie. Spojrzeli sobie w oczy. Obydwoje poczuli to samo. Gilbert nigdy nie pragnął jej tak bardzo jak w tamtej chwili. Ona pod jego spojrzeniem zarumieniła się, ale nie odwróciła wzroku, pragnęła go równie mocno, co on ją. Przytulił ją. Po chwili nachylił się i pocałował ją. Najpierw delikatnie, potem coraz namiętniej, aż obydwoje zatracili się. Dyszeli z pożądania.
— Liz... — Wyszeptał. Spojrzała na niego spod przymkniętych oczu. Popchnął ją lekko, tak by leżała na trawie, po czym położył się na niej. Znowu ją całował. Stracił nad sobą panowanie. Pożądał jej. Jedną rękę włożył jej pod plecy, rozpiął zamek sukienki. Zaczął zsuwać rękawy, po chwili ujrzał jej blade, jędrne piersi. Pieścił je, ściskał, dotykał. Węgry pojękiwała cicho z podniecenia. Kiedy zaczął całować jej szyję, dekolt i biust, zarumieniła się jeszcze bardziej. Jedyne czego w tamtej chwili pragnęła to dotyk Gilberta. Zapomniała o ślubie, Austrii i miłości do niego. Wtedy liczył się tylko Prusy, tylko on.
Kiedy zaczął ssać jej sutki wplotła dłoń w jego włosy. Jęczała coraz głośniej, gdy on zjeżdżał coraz niżej, ściągając jej sukienkę. Znowu ją pocałował, po czym włożył rękę w jej majtki. Zaczął powoli pieścić jej łechtaczkę, co spowodowało coraz głośniejsze jęki. Przyspieszył trochę, intensywniej ruszając palcami. Potem zsunął je niżej. Wsadził kolejno, najpierw jeden, potem dwa palce do jej pochwy i zaczął symulować. W tym samym czasie całował ją i pieścił piersi drugą ręką. Kiedy poczuł, że zrobiła się mokra zdjął jej majtki i sam się rozebrał. Coraz bardziej tracił panowanie, właściwie już go nie miał. Starczyło mu go tylko na pytające spojrzenie, na które Węgry odpowiedziała kiwnięciem głowy. Wszedł w nią powoli, gdyż spodziewał się, że Lizavetta jest dziewicą. Tak też było, gdyż ujrzał na jej twarzy grymas bólu. Nie chciał jej skrzywdzić, dlatego też czuł się okropnie zadając jej ból. Zaczął się powoli poruszać. Cierpienie Liz nie trwało długo, już po chwili zaczęło przeradzać się w rozkosz. Jęczała, z sekundy na sekundę coraz głośniej. Czas się dla nich zatrzymał. Gilbert poruszał się coraz szybciej i szybciej. Był coraz bardziej podniecony, przestał myśleć. Powoli zbliżał się do końca, gdy usłyszał krzyk informujący go o tym, że jego kochanka przeżyła orgazm. Sam doszedł w niej chwilę później.
Opadł bezwładnie na trawę. Obydwoje dyszeli. Spojrzeli na siebie. Wiedzieli, że to co dopiero się zdarzyło nie zmienia sytuacji w jakiej obydwoje się znajdują. Mimo to, cieszyli się chwilą, swoją obecnością. Elizabeth przytuliła się do chłopaka, on ją objął. Leżeli tak przez dłuższą chwilę. Gilbert czuł szczęście z bycia z ukochaną, miłość do niej. Ona czuła, że chciałaby spędzić resztę życia z nim. Wiedziała jednak, że nie może. Prawdopodobnie nawet gdyby nie była narzeczoną Austrii nie mogłaby. Gilbert pogłaskał ją po głowie.
— Elizavetto, musisz wracać do Austrii. — Powiedział udając chłód.
— Tak. — Nie miała na to najmniejszej ochoty. Powoli zaczęli się ubierać. Kiedy już się ogarnęli, Prusy objął ją i pocałował na pożegnanie. 
”Żegnaj.” — Pomyśleli oboje.

Węgry wracała do posiadłości Austrii dziwnie nieobecna. Jej myśli krążyły wokół Gilberta. Wiedziała, że nigdy nie zapomni tego co się między nimi wydarzyło. Pozwolił jej zaznać szczęścia, czułości i miłości. Przez całe małżeństwo z Austrią będzie za tym tęsknić, a w chwilach ciężkich i trudnych będzie o tym wspominać. Wiedziała, że nic już nie będzie takie samo. Nawet, a może właśnie, szczególnie, miłość do Rodericha. Będąc na skraju polany obejrzała się. Ujrzała nadal siedzącego Prusy. Potem poszła dalej, nie oglądając się już więcej za siebie. 
Gilbert cały czas siedział w tym samym miejscu. Myślał nad tym co się właśnie wydarzyło. Schował twarz w dłoniach. Ile by dał by być na miejscu Austrii! Spojrzał w niebo. ”Marzenia się nie spełniają.” – Pomyślał. Węgry nadal nie była jego i pewnie już nigdy nie będzie. Do tego będą musieli ze sobą walczyć. On nie był jednak w stanie stanąć z nią do bitwy, dlatego był na straconej pozycji.
 Parę dni później odbył się ślub Węgier i Austrii. Małżeństwo to nie trwało jednak długo. Rozpadło się podobno z powodu nie dbania Austrii o ludzi Węgier. Jak było naprawdę? Elizabeth nie potrafiła żyć z kimś tak innym od Gilberta. Postanowiła się z nim rozstać. Nigdy jednak nie zeszła się ponownie z Prusami. Jakoś... Nie było okazji...

Obydwoje zachowywali się tak jak dawniej. Czasami jednak posyłali sobie ciepłe spojrzenia.


Obydwoje zachowywali się tak jak dawniej. Czasami jednak posyłali sobie ciepłe spojrzenia.

Fanfick na podstawie mangi i anime "Axis Powers Hetalia"
Fanfick © Ayame 
Napisane baaardzo dawno temu, bo w październiku 2010.